Notatki emeryta

N
NIEUDACZNOŚĆ
Osiągnęliśmy sukces na miarę stuleci. Mamy się lepiej wedle kryteriów: bezpieczeństwo, pozycja, wpływy, dobrobyt, suwerenność, szacunek dla naszego państwa w Europie niż kiedykolwiek od połowy XVII wieku. Może w całej naszej historii nie było równie sprzyjających nam okoliczności zewnętrznych. Lata 1975-2015, wielki proces odzyskiwania wolności w każdym jej wymiarze, to lata prawdziwie dobrej zmiany. 1975-2015. „Wszyscy” zachowali się najlepiej jak mogli: opozycja, kościół, władza. No może mogliby czasem lepiej.

Marudzić może ktoś, kto hodował kury pod poduszką. Większość znanych ze swych politycznych biografii pisowców narzekać nie ma prawa. Specjalnie ci, którzy najlepiej jak tylko potrafili służyli tzw. komunie i czerpali z tego korzyści. I ci, którzy dziś z państwowego nabijają kabzę. Niemało liczna to armia. Pół wieku temu (a więc już po mojej maturze) byliśmy niesuwerennym, biedą ludzi i biedą państwa upokorzonym, zdradzonym i przegranym, poza granice ludzkiej godności uzależnionym od sowieckiej Rosji krajem. Byliśmy na peryferiach.

Cudowną odmianę zawdzięczamy nie od nas najpierw zależnym przyjaznym okolicznościom zewnętrznym. I sobie samym.

Polityka praw człowieka, KBWE, odprężenie, śmiało wykraczająca poza horyzont współpracy gospodarczej Unia Europejska i rozpad Związku Radzieckiego. U nas sens, jak napisał Jan Widacki, zastąpił mus. Rozwaga, ale i upór wokół wielkich wartości a nie tromtadracja i puste pseudopatriotyczne deklamacje. Rachunek strat i zysków. Analiza własnych możliwości i ograniczeń władzy. Konsekwencja i spokój. Wyciszanie agresji. Tak, jakby dzienniki Benjamina Franklina znalazły się w kanonie szkolnych lektur.

Zebraliśmy kapitał ludzki, kapitał największych wartości i zogniskowaliśmy je celowo, z sensem, wokół mądrego, nikomu wrogiemu patriotyzmu. Włączając a nie wykluczając. Szarość bardziej ceniąc niż ostrość kontrastu. Szukając co dobre i co służyć może przyszłości. Wyjątkowe jak na Polaków.

„Solidarność” Lecha Wałęsy była znakiem wielkim i pięknym. I jest dzisiaj symbolem. Coraz istotniejszym zważywszy głupotę i podłość współczesnych włodarzy, a w jakiejś mierze i opozycji. A kto wie, czy nie i agenturalność niektórych. Kiedy się poszczęściło - kolejny cud: zamiast się pokłócić o szczegóły zakasaliśmy rękawy i zainwestowaliśmy w wielkie zmiany (Olechowski). Zważywszy skalę tych zmian i brak precedensu suma błędów to kolejny cud. Były. To dość oczywiste. Te dawne błędy nijak się mają do tego co dzisiaj się dzieje. Ten splot państwa, kościoła i partii rządzących. I ten rów dzielący dwa społeczeństwa mówiące jednym, polskim językiem. Nijak to się ma do przeszłych błędów.

W sprawie błędów ja akurat nie mam rozwiniętego kompleksu. Mówiłem i pisałem o takich błędach, które dziś oczywiste, a o których moi przyjaciele z różnych zresztą ekip, nie wspominając konkurencji, słuchać nie chcieli. Najpierw o wykluczonych, potem o konieczności edukacji dobrymi faktami gospodarczymi i instytucjonalnymi, potem o partyjniactwie i alienacji, w SLD zaś o wierności postulatom lewicy. Nie znam nikogo, kto tak łatwo szafował by przyjaźniami by doprowadzić do finału pierwszą wielką inwestycję kapitałową typu „green field” po 1989. Kiedy jak lód na Saharze w letnie południe topniały miejsca pracy (LEVI’s 1990). Nie znam drugiego, kto uznając partie jako konieczność systemu parlamentarnego tak wstrzemięźliwy był w swych partyjnościach (zawsze: UD, UW, SLD, PD, a wcześniej „Solidarność”). Nie znam też kogokolwiek, kto będąc wiceszefem partii będącej „przy władzy” w ważnym dzienniku (Rzeczpospolita) napisał, że interwencja (druga) w Iraku to bezsens (SLD, 2003). Mimo, że opozycja (a pośród niej politycy dzisiejszego PO i PiS) oczywiście była „ZA”. Całkiem dobre mam papiery, by i dzisiaj nie owijać w bawełnę. Niech wstydzą się ci, którzy na każdym etapie bywali bardziej bezczelni. Ale nie o błędach dziś.

Polityka ma sens jeśli jest na jutro, a nie na przedwczoraj. Wyprzedzać musi, zamiast kroczyć w ariergardzie. To jest prawdziwy sens przywództwa. Dobra, podnosząca społeczeństwo i państwo na wyższy poziom polityka jest przeciwieństwem populizmu. Ciężka i konsekwentna praca z obywatelami nie po to, by ich zdobyć marketingiem, lecz przekonać argumentami. W obliczu katastrofy, a nawet choćby trochę głębszych kłopotów (które nam się przytrafią) ludzie, którzy ulegli kiedyś marketingowi na nic się zdadzą.

Tymczasem Polska zauroczona zmianą, otwarta wreszcie na Świat i w Świecie przyjęta, rozwijająca się, bogacąca, bezpieczna i pokojowa zachwycona sobą stanęła. To czasy ciepłej wody w kranie. Inni szukają rozwiązań wobec nowych wyzwań, my hamujemy. Klimat, niekontrolowane migracje, zmiana hierarchii państw i regionów, kryzys pracy i - należy to powiedzieć: kryzys fundamentów kapitalizmu, nie "in capitalism", lecz "of capitalism", intermezzo, coś się kończy, konturów choćby tylko nowego nie widać. I u nas: partyjne pomieszane z państwowym, jakaś niemoc w zrozumieniu życia i perspektyw dużych grup ludności, archaiczne struktury państwa, budżetu, gospodarki, edukacji. Tak jakby szczęście miało dla jego beneficjentów trwać wiecznie. I obywatele, których obywatelskich jest de facto i jest traktowana formalnie, jakby wszyscy byli dziećmi w co najwyżej przedszkolnym wieku.

Chcę być zrozumiany.

Te patologie, to nie „my PiS”. Albo "my PO". Albo dowolne inne literowe skróty nazw partii politycznych.

To stanięcie w miejscu, ta niechęć do mozolnego, ciągłego, uważnego modernizowania państwa, to: My naród!

PiS nie różni się za bardzo od PO. Może najbardziej tym, że nie ma tam wstydu. Jakichkolwiek hamulców. PO, głupio kiedyś neoliberalna (teraz wstydzi się tego milcząco) nawet dziś niweluje stare i ważne dla Polaków różnice: euro, Konwencja Praw Podstawowych, LGBT (wbrew powszechnej opinii to rzecz fundamentalna: wolności dla wszystkich i własnej przyzwoitości, a nie gejów i lesbijek), spółki skarbu państwa jako domena partyjnych wpływów, etatów i finansowania partii, wykluczenia innych niż „my” (największą tej postawy ofiarą był SLD), prawa o partiach politycznych budujące oligarchię państwa i partii, świecki charakter państwa, równość wobec prawa państwowego. Są podobni do siebie. Podążają za sondażami. Ludzi oczekujących wizji Polski i Europy odsyłają do lekarza (Tusk). Są też bardzo różni. Symetryzm jest tak samo niemądry, jak mniemanie, że wystarczy nazwać się opozycją.

Osiągnęliśmy - moje pokolenie, pokolenia dwa przed i może półtora po (od „3” do „6” w dowodzie osobistym) wszystko co ważne. Pokolenia te pamiętają PRL. Sprostały też wyzwaniom. Przychodzą młodsi. Jaką Polskę oddadzą kolejnemu pokoleniu?

Wiem jaką my oddaliśmy. To, co im chcę dzisiaj, na trzy miesiące przed wielkimi swym znaczeniem wyborami powiedzieć, to, że jaką Polskę oddadzą swoim dzieciom i wnukom przeważy szalę historycznego osądu. Specjalnie czołówce ich polityków chcę to powiedzieć. Nie za swoje posady i awanse, nie za sejm, prezydenturę czy parlament europejski zostaną ocenieni. Polska w strefie euro jest mocniejszą gwarancją bezpieczeństwa, niż kolejne armaty. Jeśli chodzi już o armaty, to nie one, nie czołgi a systemy antyrakietowe, myślistwo, drony, wojska specjalne a przede wszystkim ochrona własnych inteligentnych systemów informatycznych. Wojny takiej, jaką pamiętamy nie będzie. Nie jest potrzebna naszym ewentualnym wrogom. Taniej, łatwiej, bezpieczniej jest postawić konsekwencje na rozwój patologii dzisiejszej polskiej polityki. Wartość Obrony Terytorialnej nijak się ma do katastrofalnych strat jak idzie o naszą pozycję w Unii Europejskiej. Kultura i edukacja istotniejsza jest od „patriotycznych” manifestacji i choćby nawet tysiąca aktów „koronacji Chrystusa Króla” i "zawierzenia NMP". Tymczasem opozycja w jedności wobec zbrodni stanu PiS wyborczo się dzieli. Wszystko co mają w swych programach do powiedzenia to to, że lepiej rozdadzą kolejne 500 plus, a może dodadzą kolejne. I kładą uszy, kiedy PiS im na to mówi, że policzył a ci nieodpowiedzialnie chcą zniszczyć budżet państwa.Nie byłem miłośnikiem PO. Ich neoliberalizm, który uprawiali aż do końca 2008 roku uznawałem za aberrację intelektu i odpowiedzialności.

Z czego finansować oświatę i kulturę, dziś i wczoraj najważniejsze wydatki Polski, jeśli chce się zmniejszać udział budżetu w PKB? Jak wykorzystać przejściowy dar wielkich funduszy spójności Unii Europejskiej? Co powiedzieć niezamożnym, którzy mimo pracy żyją w strachu przed chorobą, czy wydatkami na studia dojrzewających dzieci?

Mimo to pisałem, że w obliczu zagrożenia śmiercią polskiego marzenia o zwyczajności trzeba się łączyć, a osnowę tworzyć powinna PO. Takie są realia. Proponowałem nie zamazujące różnic a zachęcające wyborców technologie tego demokratycznego zjednoczenia. I dające sprawdzalne poczucie obywatelom, że nikt nie robi ich w konia. Bo przecież kryzys demokracji brukuje drogę PiS-owi. Pisałem, że inni tę szczególną rolę PO powinni zaakceptować. I zrobić to tak, by po odzyskaniu instytucji państwa prawa, po przywróceniu rządów Konstytucji, po jakimś, choćby częściowym odzyskaniu prestiżu Polski w Europie móc na powrót z sensem podzielić się tak, by każda większa grupa obywateli uzyskała swoją reprezentację. Proponowałem rozwiązania dające szansę naprawy Rzeczpospolitej po zbrodniach PiS, ale nie zwiększające alienacji tzw. klasy politycznej. Były inne propozycje. I milczenie PO.

Najsilniejszy ponosi największą odpowiedzialność. Przypomnę to Schetynie w listopadzie 2019. Dla historii, bo dla współczesności będzie za późno. PO, PSL dla historii będą tak samo odpowiedzialne za unicestwienie zrealizowanego już prawie marzenia o bezpiecznej Polsce w centrum Europy. Aktywów mają więcej niż Macron we Francji trzy lata temu.Nie zapominajmy jednak o Polakach. O ich obywatelskich postawach. Białystok, biskup białostocki i kilkunastu innych bardzo polskich biskupów, Rydzyk, część ministrów rządu PiS to też Polacy. Wytyczają autostradę do faszyzmu. Stoją jako drogowskazy. 

Demokratyczna opozycja, Jacek Kuroń, zrodziła się właściwie z niczego. Albo gorzej. Z wielkiej pomyłki korygowanej jednak sercem wobec prawdziwego życia. Opozycja ma niezrównanie więcej aktywów, niż my, w latach 70. XX wieku.

Nie ma nie tylko serc, ale i mózgów.

 


Notatki emerytowanego demokraty, 22.07.2019r.