Notatki emeryta

T
TO JEST DZISIAJ POLSKA

Sytuacje nadzwyczajne wymagają niezwyczajnych zachowań. Jest chyba zgoda wszystkich istotnych poza PiS-em ugrupowań, że celem nadrzędnym jest przywrócenie sensu polityce i powrót do Europy. Jeszcze przed pandemią była w środowiskach demokratycznych zgoda, że Polska zmierza ku katastrofie i jest jedynie kwestią czasu, kiedy ten prymitywny, populistyczny pseudo- nacjonalizm obnaży się wybuchem finansów publicznych najpierw, potem zaś rozmaitymi perturbacjami, które pokażą Polakom i Światu, że nasza - zdawało się w latach dziewięćdziesiątych i dwutysięcznych – wielka zmiana była w skali wielkiej historii jedynie drobną i niewiele znaczącą korektą. Mam wrażenie, że wiedzą to już wszyscy, poza Polakami.

Pierwszy raz publicznie postawiłem tezę, że ta wielka solidarnościowa zmiana nie jest tak wielka za jaką ją mamy w październiku 2008 roku.

Że owszem, stoimy wciąż jeszcze przed wielką szansą wyrwania się z poleskich bagien i zakotwiczenia w bardziej stabilnej Europie, ale wymaga to wypełnienia pięciu wielkich deficytów: pomysłu na Polskę i Europę, demokracji, solidarności, kapitału ludzkiego i kapitału społecznego zaufania. Że inaczej z absolutnym powszechnym zdumieniem odnajdziemy się tam, skąd wyszliśmy. W ogonie Europy.

Adresowałem wtedy swe marudzenie do PO. Twierdząc, że ich polityka napędza głosy populistom z prawicy. I, że tworzą sytuację, w której jedyna alternatywą stanie się PiS. Tym razem nie do ocenienia groźniejszy niż w 2005.

Pomijano tę diagnozę. Tusk, w jakiejś prywatnej rozmowie powiedział: „Celiński jakoś strasznie gorzki się stał”.

Tusk dojrzał. Zawsze był bardzo zdolnym politykiem, Europa zrobiła mu dobrze. Przede wszystkim Angela Merkel. Protektorka zdrowego rozsądku w czasach kiełkujących w Europie nacjonalizmów. Słusznie postawiła na Tuska.

Epoka. Dekada później. Brexit. Ameryka, w której fachowa administracja nie buforuje, jak można było oczekiwać, prezydenta na miarę Gwatemali a nie jedynego demokratycznego mocarstwa Świata. Europa w kłopotach. Nowe nacjonalizmy. I polski rząd, polski prezydent, którzy nie widzą wartości Europejskiej Wspólnoty. Dodam, z lekkim jedynie wahaniem: w nacjonalistycznych polskich kategoriach. Durni. Po prostu durni.

To Polakom powinno zależeć bardziej. Oni - przywódcy - mówią inaczej.

Nie mam milimetra wątpliwości jak oceni to historia. Ona jednak potrzebuje perspektywy przynajmniej stu lat. Ani ja, ani moi synowie, ani nawet wnukowie nie dożyjemy tej wątpliwej satysfakcji naszej dzisiejszej racji. Dzisiaj stajemy wobec nieznanej przyszłości tworzonej przez COVID 19.

 

Z czym?

Z jaką propozycją?

Z jaką szansą, jeślibyśmy jakąkolwiek mieli propozycję na wysłuchanie?

Sami?

Z Rosją?

Z Europą?

Z Trumpem?

Z zaufaniem dla przywódców?

Ze zjednoczonym wobec katastrofy Krajem?


Kto rządzi?

Liberałowie?

Socjaliści?

Ludowcy?

 

Nie. Rządzi Kaczyński. Ma wszystko czego chciał. Owszem, przez głupotę Polaków. Miałkość opozycji. Ciepłą wodę w kranie. Kościół hierarchiczny bliższy Macielowi Degolado niż Chrystusowi. Ale to jest dzisiaj punkt wyjścia.

Ja datę polskiej katastrofy określiłem. Na piśmie. W Internecie. Dekadę temu. Pisałem – 2022. Nie było brexitu, nie było wirusa. To było po prostu logiczne. Wiek emerytalny. Inne transfery. Sponsorowana przez państwo i jego organa niechęć dla jakiejkolwiek innowacyjności. Przewaga administracji nad przedsiębiorczością. Upartyjnienie związków zawodowych. Polityka.


Nieaktualne. Już jesteśmy w oku cyklonu.


I co?


Połowa Polaków chce głosować za facetem, który gdzieś ma ich zdrowie i życie. A mówimy o Europie, Świecie, rozwoju.

Połowa Polaków wybiera partię kłamstwa. Jawnie nacjonalistyczną. Antyeuropejską. Jak spławik na wodzie unoszącą się na europejskich nacjonalizmach. Utraciliśmy, w wyniku polityki tej partii, jej przywódców, jej deklaracji twarz. Pokazaliśmy figę Włochom, Grekom, Hiszpanom w kwestii superistotnej dla nich, i dla Europy – nielegalnej migracji z północnej Afryki i bliskiej Azji. Poniżaliśmy Niemcy. Wznosiliśmy pod niebiosa sojusz z Wielka Brytanią, która za chwilę odeszła. Pokazaliśmy brudną pupę Francuzom. Nic za to nie uzyskaliśmy. Ani pozycji, ani euro, ani szacunku, ani perspektywy.

Bo durniów mamy u władzy. Których sami sobie wybraliśmy. I Kościół Katolicki, który dla swojej kasy pogrzebał Boga.

 

TO JEST DZISIAJ POLSKA.


Notatki emerytowanego demokraty, 29.03.2020r.